blog jakimś cudem jeszcze się trzyma... całkowicie o nim zapomniałem (hasło też zapomniałem), jak o zimowej czapce w lato. "Zima" jeszcze nie idzie, ale można tą "czapkę" odkurzyć i powiesić w bardziej w widocznym miejscu.
Nie jestem w stanie ze spokojem zrezygnować z tego bloga - zbyt dużo wspomnień się z nim wiąże; ale potrzeby pisania też nie czuję. Zobaczymy jak to będzie.
Płomień Stepu
2008-09-09
06:20:18
skomentuj
(7)
no chyba że w moim przypadku to tożsame - wtedy pokornie zażyczę sobie cudu, ale chyba aż tak źle nie jest :) Leków mam na dwa miesiące, w pracy fajnie, tylko samotnie trochę. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, by przetrwać jakoś przynajmniej ten nastęny rok. A przyszłość jest nieznana.
Płomień Stepu
2008-02-10
09:11:32
skomentuj
(11)
Ostatnio naszło mnie na dysputy o egzystencjalnych sprawach ogólnie kręcących się wokół wiary i po okolicach(idea wiary, aborcja, eutanazja, kara śmierci itp). Chyba najbardziej podobała mi się rozmowa, która skończyła się wątkiem o cudach. Moim zdaniem cudów nie ma, są jedynie rzeczy jeszcze nie wyjaśnione przez naukę. Mój adwersarz twierdził, że cuda są, i że on ma takie samo prawo wierzyć, że dana rzecz nie zostanie wyjaśniona przez naukę, jak ja mam prawo wierzyć, że zostanie. No więc nie do końca się z tym zgodziłem. Wyszło z tego takie zgrabne porównanie.
- Naukę można porównać do ludzi obserwujących nadlatujące kruki. Jak są daleko, wydają się szare, lecz wraz ze zbliżaniem się można powiedzieć jakiego są koloru. Nadleciało już tysiące kruków i jak na razie wszystkie były czarne. Sporo kruków lata też na tyle daleko, by wydawać się szare. No i mój adwersarz twierdzi, że te kruki są białe, bo mogą przecież być białe, i za nic ma to, że jak do tej pory wszystkie przylatujące kruki okazywały się czarne.
Tylko jak do tej pory nie ma żadnego 100% białego kruka - nie ma 100% cudów. Nie jestem aż takim fanatykiem nauki, by twierdzić, że nauka wyjąsni wszystko, a cudów nie ma i nie będzie. Po prostu nie uważam, by nagle nauka miała natrafić na mur nie do przebycia. Przecież nauka nie wywiesza białej flagi, nie poddaje się. Jak raz coś nie wyjdzie, to doświadczenia są powtarzane wielokrotnie - stosuje się nową wiedzę i nowe narzędzia. Przecież niektóre teorie do praktyki dojrzewały latami, a niektóre ciągle są teoriami, lecz coraz bardziej prawdopodobnymi. Nie widzę powodu by nagle uznać, dla przykładu, niewyjaśnione uzdrowienie za cud, by zwątpić, że po tylu sukcesach medycyny, przy zbliżeniu się do zrozumienia DNA, trafi się nagle na coś totalnie niewyjaśnialnego. Szczególnie, że historia uczy czegoś innego, bo wiele cudów wraz z postępem nauki cudami być przestało.
Poza tym chyba cudy do aktu wiar nie są potrzebne, a nawet go umniejszają :)
A tak w ogóle to dostałem wypłatę :D Za 1/4 miesiąca tylko (tyle przepracowałem na razie) ale to i tak więcej niż dostałbym za zlecenia wykonane w tym samym czasie, a i przyjemniej, bo dość mam pieprzenia się z totalnie dziurawymi dokumentacjami kadrowymi. Niestety załapałem zlecenie w ten sam dzień co zacząłem pracować, więc głupio było mi odmówić. Zawsze to trochę kasy wpadnie, a spieszyć się na szczęście nie muszę. A kasa się przyda - zbliżają się urodzinki Kaili i jej brata, a i mamie kupię jakiś prezent :)
Płomień Stepu
2008-01-30
17:30:26
skomentuj
(7)
... a jednak dziwka istnieje. Szczerze mówiąc, zaczynałem już w to
wątpić ;) Mam tą cholerna pracę :) I jest jak z magisterką, tzn:
nosiłem się z nią przez rok, zajmowała ciągle moje myśli, a jak już ją
napisałem to poczułem ogromną pustkę i nie wiedziałem co ze sobą
zrobić. Teraz jest tak samo - ciągle szukałem stałej pracy, w sumie to
był mój jedyny cel. Znalazłem i nie wiem na co teraz czekać :/
Przynajmniej nauki mam tyle, że nie wiem za co się złapać.
Rachunkowość przedsiębiorstw jest dużo bardziej rozbudowana i ciekawsza
od rachunkowości jednostek budżetowych. To duży plus. A innym równie
dużym są fajni ludzie w firmie, malutki (bo trzy osobowy) dział w
którym pracuję, ruchomy czas pracy, dobra płaca (premie okresowe, które
powinny wyciągnąć średnią pensję na poziom 1800zł na rękę). No i
najważniejsze - perspektywy. Jeśli się wykażę, to mam zagwarantowane
przejęcie za kilka lat posady głównego księgowego, bo obecna główna
księgowa odchodzi niedługo na emeryturę. Czy można na początek chcieć
więcej? Chyba nie :)
Do nauki związanej z pracą dorzucę języki i kurs rysunku. I pewnie minie mi jakoś te kilka lat. A potem się pomyśli.
A leki powoli mi się kończą... będę miał kilkudniową przerwę miedzy
końcem opakowania a wizytą u lekarza... strach. Ogólnie czuję się
trochę dobity, ale to pewnie ten "smutek spełnionej baśni" i
niewyspanie. Z czasem powinno się unormować.
Idę zamordować miliardy ludzi w Defcon'ie, względnie robić dla kumpli za poligon do testów atomowych xD
Płomień Stepu
2008-01-23
20:53:44
skomentuj
(4)
hmm, co też pan nie powie. Przeczytałem sobie właśnie "Prawdę" T. Pratchetta. A z radia dla równowagi leci
Kłam, proszę kłam - nie chce znać Twoich wad!
Z jednej strony "prawda" jest rzeczą piękną i honorową i w ogóle blablabla (skrót myslowy, a nie brak poważania ;)), a z drugiej to często pójście na łatwiznę. Tak, trzeba odwagi, by żyć z konsekwencjami, ale czasami nic dobrego z tego nie wychodzi. Szczególnie gdy idzie o błahostki, których przemilczenie nikomu nie zaszkodzi, a ujawnienie wprost przeciwnie. Czasami lepiej nie być egoistą i myśleć o czymś więcej niż swoje czyste sumienie ;) Oczywiście daleki jestem od uskuteczniania prawd (sic!) zawartych we wspomnianej piosence, która dla przypomnienia szła dalej tak:
...Niewiele przyjdzie Nam z odkrywania prawd.
Ideałów wciąż na tym świecie brak,
wiec żyjmy dalej tym, o czym marzy każdy z nas
Tak, leki działają. Dostałem jakieś draństwo po którym w pierwszym dniu miałem ochotę wyskoczyć przez okno (pierwsze piętro, trawnik... zrezygnowałem), ale teraz zaczyna się poprawiać (choć dalej mam wrażenie, że ktoś wyrwał mi serce i teraz je przeżuwa - tylko to jakby nie moje uczucia, ale i tak mam doła straszliwego). W każdym razie myślę bardziej aktywnie, a pragmatyczny jestem jak dawniej. Zobaczymy co będzie dalej.
Wracając do tematu. Pewna doza niedoinformowania w związku jest więcej niż pożądana. Oczywiście jest to
pewna doza, bo nie należy się w tym zapędzać, szczególnie by ukryć jakieś niecne rzeczy :>
Płomień Stepu
2008-01-04
17:50:45
skomentuj
(6)
rokiem zawiedzionych nadziei i przewrotnego pecha. Tak naprawdę nic złego się nie stało, ale tyle rzeczy mogło pójść dobrze... i nie poszło. Z jednej strony to dobija, ale z drugiej moja wiara w lepszą przyszłość została trochę podreperowana (choć ciągłe potknięcia były odczuwalnymi ciosami).
Można powiedzieć, że w ubiegłym roku na wszystkich robiłem dobre wrażenie i na tym się kończyło - nikt mnie nie potrzebował. Jak najbardziej można to rozumieć na kilka sposobów :) Mam nadzieję, że ten nowy rok będzie krokiem do przodu i jakieś nadzieje przekują się na sukcesy.
Sylwester był trochę nudny, ale bezpieczny. A poza tym nie było źle - dawno widziałem znajomych i miło było zobaczyć ich ponownie. W każdym razie gra w Jenga jest świetna - szczególnie po piwie ;)
Płomień Stepu
2008-01-01
22:16:02
skomentuj
(3)
można się zgubić, ne? Niby świątecznie, niby radośnie, a znowu marudzić mi się chce. Czekam na odpowiedź z dużej firmy - rozmowa kwalifikacyjna była konkretna: 2h in english. Poszło dobrze, ale zawsze komuś może pójść lepiej, bo ja aktywnie używałem angielski jakieś 4 lata temu ><
Po nowym roku mam umówioną wizytę u specjalisty. Mam nadzieję, że nie zostanę zbagatelizowany, bo nie najlepiej z moim samopoczuciem.
Ale nic to. Jadę spotkać się z Różą, a przy okazji w moje łapki wpadnie wreszcie siódmy tom Malazańskiej Księgi Poległych yarrr Na sylwestra nie starczy kasy... znowu będę siedział sam, ale i tak lepsze to niż to, co było przedtem - byłem w związku khem...
Chcę wrócić do rysowania; nie wiem jak. Chcę sporo rzeczy, ale nie jestem w stanie zabrać się za ich realizację. Marnuję czas i zżerają mnie wyrzuty sumienia z tego tytułu. Cholera ogólnie mnie już trafia. Przynajmniej trochę zdjeć porobiłem - może z dwa się do czegoś nadadzą.
Zawczasu - szczęśliwego nowego roku :)
EDIT:dzień spędzony z Różą zaliczam w poczet tych cudownych :)
Płomień Stepu
2007-12-27
20:08:28
skomentuj
(3)
Biznes jakoś się kręci a ja przez te kilka tygodni nauczyłem się więcej potrzebnych w zawodzie rzeczy niż przez całe 5 lat studiów. Zlecenia są, a ja przynajmniej będę miał na prezent dla rodziców i na odwlekane od roku wydatki.
Zakochałem się wprost w pewnym anime -
Dennō Coil. Nie podejrzewałem, że w cyberpunkową scenerię da się upchnąć tak niesamowitą i tajemnicza historię. Jest tak cudownie nostalgiczne - czuję się jakbym miał 15 lat mniej, gdy to ganiało się po starych bunkrach, opuszczonych budynkach, szukając skarbów, gdy wszystko było takie tajemnicze i niesamowite :)
Znajoma psycholożka zdiagnozowała mi dystymie, a ja tak bardzo liczyłem na chorą tarczycę or sth innego (niestety, wszelkie wyniki mam wprost idealne), byleby dało się to normalnie leczyć. A tak to cholera wie jak to leczyć, a życie utrudnia mi to wybitnie (już od dziesięciu lat). No nic, spróbuję wydębić od doktórki rodzinnej jakieś skierowanie do psychiatry chyba, bo draństwo wymaga leczenia psychiatrycznego >< skuteczność 60% - nie nastraja to optymistycznie, ale to podobno normalny stan przy tej chorobie (brak optymizmu). W końcu się za to wezmę, bo jest coraz gorzej i ciężej. Da się z tym żyć, ale jest naprawdę ciężko.
Płomień Stepu
2007-12-05
16:00:49
skomentuj
(10)